Archiwum

Striptiz jeszcze mało znany

Na początek serdeczne podziękowania za życzenia świąteczne i noworoczne, które otrzymałem od swoich Czytelników i Przyjaciół. Nie było tego dużo - trzy do czterech kopert - więc są tym bardziej sympatyczne; utwierdziły mnie nadto w przekonaniu, że „żyć warto i warto pracować" (Majakowski). I ja też - Paniom i Panom - z kraju i zagranicy życzę pomyślności, zdrowia i nadziei, i przekonania, że żyć warto i warto pracować.

Piotr Andrejew - wzruszony najprawdopodobniej sprostowaniem zamieszczonym w FKiO („Film" nr 52) pyta mnie wprost: „Kiedy Pan zagra Hamleta?".

Jest pytanie, jest odpowiedź: 

Panie Piotrze, jestem gotów w każdej chwili. Mój warunek - tylko w przekładzie Paszkowskiego. Warunek nieduży, ja jestem gotów w każdej chwili przedzierzgnąć się w królewicza duńskiego. Zgolić brodę albo tę brodę zapuścić do pasa. I błąkać się, błąkać po ruinach zamku w Chęcinach z bagnetem piechoty wzór „98a", który to bagnet dostałem od Krzysztofa Kreutzingera w zamian za hełm Wehrmachtu, z którego jeszcze pięć lat temu pies Szarik w Sztutowie pijał wodę z kluskami. „Jestli w istocie szlachetniejszą rzeczą znosić pociski zawistnego losu czy też stawiwszy czoło morzu nędzy przez opór wybrnąć z niego? Umrzeć, zasnąć. Może śnić?". Dobry jestem. To wszystko z pamięci. Więc drobna powtórka tekstu, ten bagnet, oczu mrużyć nie muszę bo mam zawsze jakby zmrużone, chodzę po rozsypujących się głazach i szarpią mną wewnętrzne sprzeczności rozmaite i kiedy zasypiam to chcę się obudzić, a kiedy się budzę, to chciałbym zasnąć i tak wkoło Macieju. Może śnić? Może. Kawałki żelaza godzą w tych, którzy nie mają na to ochoty, omijają zaś niezdecydowanych, by ich niezdecydowanie pogłębiać. Błyskiem sztyletów nasycamy swoje oczy w kinie i w telewizorze i to nam wystarcza za wszelkie rozterki. Więc ja Panie Piotrze mogę zagrać Hamleta w każdej chwili. Ale - nie mam propozycji. I w tym sęk.

★ ★ ★

Więc zamiast w próbach scenicznych brałem niedawno udział w dyskusji na temat rozpowszechniania krótkich filmów. Znowu to trucie: pokazywać wszędzie we wszystkich kinach. Znajdą się wszak w Polsce mądrzy ludzie, którzy to kupią, przeżyją, wyciągną wnioski, czegoś się nauczą. Niby prawda, a nieprawda. W Polsce za mało jest różnych towarów i to się nazywa, że popyt jest większy od podaży. W Polsce jest innych towarów w bród i nie ma na nie nabywców. Podaż jest większa niż popyt. Jedną z dziedzin naszego życia ekonomicznego, gdzie popyt jest mniejszy od podaży jest kinematograf i telewizor i w ogóle wszelka twórczość, bo twórców jest dużo a odbiorców mało, każdy by chciał coś powiedzieć od siebie, a nie każdy chce słuchać tego, co chcą mu powiedzieć inni. Hasło wszystko dla wszystkich w dziedzinie twórczości jest hasłem demagogicznym i nieekonomicznym, a uszczęśliwianie wszystkich widzów filmem krótkim przypominać tylko może uszczęśliwianie wszystkich słuchaczy polskiego radia muzyką ludową.

Ja rozumiem twórców krótkiego metrażu, że chcieliby swoją twórczością zabezpieczyć cały czas wolny wszystkim Polakom. I jeśli zagram Hamleta, to też bym chciał, żeby tego Hamleta obejrzeli wszyscy, na całej kuli ziemskiej. I też bym chciał, żeby FKiO był lekturą obowiązkową w przedszkolach, szkołach i klubach złotego wieku. I żeby ze znajomości problematyki i warsztatu FKiO były obowiązujące egzaminy w technikum samochodowym, i żeby głównym motywem debat w ONZ były felietony Arcitenensa. Ale, do licha, mam tę świadomość, smutną świadomość wąskiego przeznaczenia i - ograniczonego rozpowszechniania.

Niektóre filmy - przeznaczone do wąskiego rozpowszechniania - zrobiły wielką karierę (że przypomnę „Życiorys" Kieślowskiego) i zdobyły widzów i ich umysły. Wiele filmów rzuconych na głęboką wodę szerokiego rozpowszechniania tonęło w wodnej otchłani, co najwyżej wypuszczając bańki na powierzchnię świadomości społecznej.

Przypominam: wąskie rozpowszechnianie - to szkoły, organizacje społeczne i polityczne, kluby różne. To widownia zorganizowana, która wie czego chce, która powinna wiedzieć czego chce, albo która się dowiaduje z ekranu czego powinna chcieć albo co powinna wiedzieć. Szerokie rozpowszechnianie: to tylko kino i bilet i pragnienie dwugodzinnego snu - o swojej potędze, o swojej miłości albo o swoim smutku i o swoim strachu.

Mówi to Wam Trzeci Prorok Krótkiego Metrażu w Polsce. Trzeci - po Jerzym Giżyckim i Alicji Iskierko ze specjalnością dokument społeczny. Trzeci w Polsce fanatyk krótkiego metrażu; mówi to Wam Wasz Arcitenens. Nie dajmy się zwariować „szerokim rozpowszechnianiem", napnijmy się w sprawie sensownego „wąskiego rozpowszechniania". To naprawdę gra warta świeczki.

★ ★ ★

„Szołbiznes" nr 4/5 ze „Szpilek" nr 51/52 z ub. roku. Idzie cytat, skróty redakcja „FKiO": 

„Mówią organizatorzy życia kulturalnego w Zakładach Przemysłu Bawełnianego w Fastach: «Estrada», choć odpłatność wynosi tu pełne 100 procent, cieszy się znacznie większym powodzeniem niż film; (...). Przyjechała Operetka Lubelska - z największym trudem rozprowadziliśmy 140 sztuk, a już np. na Ewę Demarczyk sprzedaliśmy 300 biletów, na „Rytmy południa" 500. Największe powodzenie miał Prutkowski - poszło 1000 biletów, ale to głównie z tej racji, że w programie był striptiz u nas jeszcze mało znany".

Ano właśnie.

Wyobraźmy sobie wielką scenę. Prutkowski w jednym kącie gra „Hamleta" w przekładzie Jerzego Stanleya Sity. W drugim kącie Arcitenens w przekładzie Paszkowskiego.

Ale to, co w środku - najważniejsze. Ofelia, której tekst nie wymaga przekładu. Ofelia jest jeszcze u nas mało znana.

Zaspokajanie głodu wiedzy jest naszym największym obowiązkiem.

Arcitensens