Archiwum

Premia

Na tegorocznym Wszech z wiązkowym Festiwalu Filmowym w Kiszyniowie Grand Prix otrzymały ex aequo dwa filmy: „Wybór celu” Igora Tałankina i „Premia” Sergiusza Mikaeliana.

„Premia” rozpoczyna się jak produkcyjniak, kończy — jak pamiętny film Sidneya Lumeta „Dwunastu gniewnych ludzi”, a oddziałuje jak „Twój współczesny” Rajzmana. Początek filmu jest niemal sensacyjny: kilkunastu robotników przedsiębiorstwa budowlanego, z brygadzistą Potapowem, odmawia przyjęcia premii. „Po co nam pieniądze — ironizuje najmłodszy — tylko z nimi kłopot: wciąż chowaj do kieszeni, wyjmuj z kieszeni...”. Ale dyrekcja budowy poważnie traktuje sprawę. Najpierw sekretarka, później główny księgowy, w końcu sam dyrektor nachodzą Potapowa i żądają wyjaśnień. Ten niezmiennie odpowiada „wyjaśnię wszystko na zebraniu POP”. Wkrótce zbiera się egzekutywa, są też przedstawiciele dyrekcji, rady zakładowej, nawet bhp-owiec. Na sali panuje familijny nastrój; ktoś żartuje, ktoś wręcza komuś jakiś drobny upominek, towarzyskie rozmowy. Wchodzi Potapow, z albinosowatym blondynkiem w dżinsach, który jest mężem zaufania brygady. Rozpoczyna się zebranie. „Dlaczego zrezygnowaliście z premii?” — przystępuje od razu do rzeczy przewodniczący zebrania. „Dlatego, że bije ona po kieszeni klasę robotniczą” — odpowiada Potapow. Brygadzista, starszy, spracowany człowiek, którego wszyscy cenią za rzetelność, jest wyraźnie wzburzony. Stopniowo, pokonując nieśmiałość, rozkręca się, podaje fakty złej organizacji pracy, marnotrawstwa, przestojów. Jego chłopców gorszy ten bałagan: „nieprędko zbudujemy komunizm” — powiadają. „I coście im odpowiedzieli?” — pyta I sekretarz. „Nic nie odpowiedziałem” — mówi brygadzista.

Dyrektor, zręczny demagog, stara się zbagatelizować całe zajście z premią i usiłuje ugłaskać Potapowa obietnicą stworzenia jego brygadzie warunków specjalnych. „Czy wam to wystarcza?”. „Nie, nie wystarcza. Dlaczego przy takim bałaganie Zjednoczenie wykonało plan? Bo został zaniżony, bo powołaliście się w ministerstwie na rzekome trudności obiektywnie. Mam tu dokładne wyliczenia, ten pierwszy plan mogliśmy wykonać, wobec czego premię otrzymaliśmy bezprawnie”. Zapada milczenie.

„Sprawa Potapowa” nabiera charakteru ogólniejszego. Podobnie jak głośna sztuka Dworieckiego „Człowiek znikąd”, film „Premia” wydaje się być głosem w ogólnokrajowej dyskusji nad reformą ekonomiczną i usprawnieniem metod produkcji i zarządzania. Więc podobnie jak w sztuce „Człowiek znikąd”, o której pisze radziecki krytyk Szczerbakow, że „chodzi o analizę stosunków opartych na łańcuszku nieprawd, kiedy to jedna nieprawda, zahaczając o drugą, przechodzi od instancji do instancji; chodzi też o podważenie systemu «argumentacji» maskującej takie właśnie, nienormalne stosunki, które deprawują ludzi zawodowo i moralnie”.

„Premia” jest typowym filmem scenarzysty-dramaturga (A. Gelman); wszystko rozegra się do końca w jednym pomieszczeniu, w trakcie jednego zebrania (kluczową sceną w „Człowieku znikąd” była również scena zebrania partyjnego). Istota filmu zawarta jest w dialogach, w replikach, w dramaturgicznych spięciach pomiędzy kilkunastoma postaciami. Każda z nich jest wycieniowana psychologicznie, ujawnia pewien naddatek cech wynikających z uwarunkowań zawodowo-środowiskowych, nawyków i odruchów samoobronnych. Oto impetyczny dyrektor-lawirant, który z ministerialnego nakazu rozpoczął wielką inwestycję budowlaną na terenie niedostatecznie uzbrojonym; paternalistycznie usposobiony bhp-owiec, który uwielbia prawić z trybuny komplementy klasie robotniczej; pryncypialna działaczka związkowa gotowa każdego posądzić o złą wolę i rozrabiactwo; zwykli zebraniowi przytakiwacze i wreszcie główny księgowy, wielki mag planowania, najzagorzalszy inkwizytor „sprawy Potapowa”.

„Premia” to film męski, odważny, o krytycznym tonie, czystym klimacie moralnym. Kiedy dyrektor budowy w trosce o prestiż Zjednoczenia sprzeciwia się wnioskowi Potapowa, aby załoga zwróciła niesłusznie otrzymaną premię — przewodniczący zebraniu I sekretarz egzekutywy POP-u oświadcza: „Jesteśmy członkami KPZR, a nie członkami partii Zjednoczenia. Takiej partii nie ma”.

Ale brygadzisty Potapowa nie ma już w sali. Opuścił ją rozgoryczony, bo zawiadomiono go przed chwilą, że siedmiu członków brygady podjęło jednak premię. Nie zmieni to biegu wydarzeń, sekretarz Sołomachin zarządza głosowanie nad wnioskiem Potapowa. Ściemniło się. Ktoś zapala światło. W długiej, milczącej panoramie po twarzach obecnych kamera śledzi moment dojrzewania decyzji. Kolejno unoszą się ręce głosujących. Ostatni głosuje „za” dyrektor Batałcew. Wniosek brygadzisty Potapowa (świetna kreacja Jewgienija Leonowa, pamiętnego Prichodki z „Dworca Białoruskiego”) stał się decyzją partii.

„Premia” posiada konstrukcję spiralną. W miarę jak rozkręca się akcja, ujawniane są rozmaite mechanizmy: emocjonalne, psychologiczne, ideowe. Przesłanie ideowe filmu zawarte jest nie tylko w scenie końcowej, lecz również w potraktowanym tu metaforycznie leitmotivie obrazowym. Kilkakrotnie powtórzona „przebitka” z zewnątrz: wielotonowa, olbrzymia wywrotka „spycha” z drogi ruchliwy, nieduży ciągnik. Kiedy kończy się zebranie, kamera panoramuje za oknem: olbrzym uległ awarii i holowany jest na linie przez niezmordowanego liliputa.

ADAM HOROSZCZAK

PREMIA, reż. Sergiusz Mikaelian, ZSRR.