Archiwum

Midnight Express

Kim jest Francis Ford Coppola w Stanach Zjednoczonych, tym będzie zapewne Alan Parker w Anglii. Może już jest. Urodził się 14 lutego 1944 roku w Islington, niedaleko Londynu. Kino interesowało go od dawna, ale miał do niego stosunek rzeczowy. Zamiast dać się ponieść ciągotom artystycznym, zajął się działalnością zgoła prozaiczną. Założył „Alan Parker Film Company", produkował i realizował reklamówki. Ma ich na koncie ponad pięćset, w branży zyskał reputację jednego z najlepszych.

Na działalność dała mu dużo, nawet bardzo dużo. Przede wszystkim pieniądze, to znaczy - niezależność. Dała mu też pozycję; jest uważany za człowieka z głową, człowieka interesu. Nie ma kłopotów, gdy chodzi o kredyty i kontrakty z dystrybutorami.

Wreszcie - realizacja krótkometrażowych filmów reklamowych nauczyła go zwięzłości, jasności, sugestywności. Stosowania nowoczesnych środków wyrazu, ale nieprzekraczania granic zrozumiałości. Doceniania takich elementów, jak pomysł, dramaturgia, tempo i ekspresja.

Na szersze wody wypłynął w roku 1975, miał wtedy trzydzieści jeden lat. Za film telewizyjny „Ewakuowani” (The evacuees), zrealizowany dla BBC, otrzymał dwie nagrody: amerykańskiego Oscara telewizyjnego i wyróżnienie Akademii Brytyjskiej.

W rok później debiutował na wielkim ekranie; „Bugsy Malone” był jednym z najśmieszniejszych i najoryginalniejszych brytyjskich filmów lat siedemdziesiątych.

W „Bugsy Malone” przejawił się w pełni talent Parkera, a parafraza czarnego filmu amerykańskiego z lat trzydziestych już samym tematem wpisała się w modę, w falę filmów retro.

O ile temat jest konwencjonalny, niekonwencjonalne jest rozwiązanie. W tej gangsteriadzie grają same dzieci, grają na serio, przez to film stał się zabawną parodią. Z jednej strony rozrywka, z drugiej - znakomita lekcja historii filmu, bo taka właśnie deformacja sprzyja dekonspiracji gatunku. Do sukcesu przyczyniła się muzyka i piosenki Paula Williamsa.

Mamy więc dwa elementy jego sztuki; są one zarazem sprzeczne i harmonijne - moda i oryginalność.

Oprócz działalności filmowej zajął się także pisarstwem. W ubiegłym roku wyszła jego powieść „Kałuże na drodze” (Pudles in the lane), spotkała się z przychylnością krytyki i czytelników.

„Midnight Express” powtarza metodę „Bugsy Malone”, choć różni się tematem, stylem, gatunkiem. Więc Parker odwołuje się do najbardziej żywotnego trendu w beletrystyce i filmie, do „literatury faktów”, czegoś, co jest na pograniczu sztuki i reportażu, co - jako książki i filmy - wzbudziło powszechne zainteresowanie. Przykładem „Korzenie” i „Wszyscy ludzie prezydenta”.

Z drugiej strony Parker przełamuje tę formułę innowacjami języka filmowego. Chodzi przede wszystkim o sposób fotografowania i wykorzystanie barwy, które sprawiają, że „Midnight Express” ma w sobie coś magicznego; chodzi o montaż, raz szybki i nerwowy, to znów frazowany, który daje filmowi rytm i poetykę dostępną tylko poematowi wizualnemu; chodzi wreszcie o ten rodzaj ekspresji, który przemienia fakty w metafory.

Punktem wyjścia są fakty. W roku 1970 amerykański student Billy Hayes w towarzystwie dziewczyny pojechał z wycieczką do Turcji. Dla przyjaciół kupił pokątnie pięć funtów haszyszu. Został złapany na lotnisku, sąd skazał go na cztery lata więzienia. Na dwa miesiące przed zwolnieniem odbyła się ponowna rozprawa; władze tureckie, którym Stany Zjednoczone zarzucały, że tolerują kontrabandę narkotyków, postanowiły się zrewanżować i ponownie zasądziły Hayesa - tym razem przykładowo - na dożywocie. W rok później Hayesowi udało się zbiec z więzienia i przedostać do Grecji.

Swoje przeżycia i obserwacje zawarł w książce, którą napisał przy pomocy dziennikarza Williama Hoffera. Była ona bestsellerem w Stanach Zjednoczonych.

Scenariusz przygotował Oliver Stone, w roli głównej - jako Billy Hayes - wystąpił Brad Davis, zdjęcia kręcono na Malcie. Konsultacji udzielał sam Hayes, który przyjechał na plan.

Mówi Alan Parker: „Scenariusz jest wierny w osiemdziesięciu procentach książce Hayesa. Chcieliśmy zrobić film zgodny z prawdą, zarazem uczynić z niego kreacyjne dzieło wizualne, stylizację gwałtu. Film nie jest osądem moralnym postaw i problemów związanych z narkotykami... jest osądem hipokryzji skazań, brutalności rządzącej światem karcerów, bytowania, które prowadzi do szaleństwa. I także o tym, że nigdy nie należy tracić nadziei”.

W gruncie rzeczy przesłanie filmu jest bardziej złożone. To na pewno ostrzeżenie przed czynami sprzecznymi z prawem. To także szalenie gwałtowna krytyka systemu sądowniczego w Turcji, tak gwałtowna, że wywołała silne reakcje półoficjalnych czynników w Istambule. To wreszcie historia człowieka strąconego do piekła, który nie przestaje się buntować i szukać ocalenia.

Mimo dokumentalnego zaplecza film odbiera się bardziej jako poemat o gwałcie. O niszczeniu i plugawieniu drugiej istoty. W filmie jest wszystko: tortury i homoseksualizm, szaleństwo i apatia, wrogość przełożonych i wrogość współwięźniów. Straszna samotność i straszne obcowanie z innymi.

Ale „metaforyczność” i „wizyjność” filmu rozładowuje brutalność akcji. „Midnight Express” odbieramy jako współczesną wersję dantejskiego piekła. W tym właśnie talent i takt Parkera. Nie skąpi niczego, ale robi to jak poeta; ukazuje koszmar, jednak nie schlebia niskim instynktom. Przeprowadza widzów przez piekło, pozwala im poznać poniżenie i kaźnie, ale ochrania ich przed zbrukaniem, nie pozbawia nadziei. Jest w tym filmie piękno sztuki i ta mądrość życiowa, która wywodzi się z doświadczenia.

Kino brytyjskie ma swego klasyka - Josepha Loseya. I prawie klasyka - Lindsaya Andersona. Także dwóch wybitnych twórców średniego pokolenia - Kena Russella i Stanleya Kubricka. Teraz przybył nowy i młodszy. To Alan Parker, twórca o wyjątkowo silnej wyobraźni.

Aleksander Ledóchowski

MIDNIGHT EXPRESS, reż. Alan Parker, Wielka Brytania.