Archiwum

Przed trybunałem

Film „Z przewiązanymi oczami” Carlosa Saury był jednym z najciekawszych wydarzeń tegorocznego festiwalu w Cannes. Omówienie - na następnej stronie - uzupełniamy wypowiedzią reżysera, zaczerpniętą z dossier filmu przekazanego przez Eliasa Ouerejeta.

Zaczęło się pewnego majowego dnia 1977 roku podczas sympozjum w Madrycie. Brałem w nim udział, siedziałem za stołem prezydialnym. Tematem były represje stosowane przez wojskowe reżimy na południowym cyplu Ameryki Łacińskiej. Zeznania, składane przed tym małym „Trybunałem Russella" dostarczały wiarygodnych informacji. Tortury i śmierć były przebiegiem i zakończeniem każdego z relacjonowanych zdarzeń.

Największe wrażenie zrobiło na mnie zeznanie pewnej kobiety. Miała za dużą opończę z gabardiny i kwiat ze wstążki we włosach. Ogromne okulary zasłaniamy część twarzy. Nie chciała, żeby ją rozpoznano. Przeszła tortury. Opowiadała o tym bez emocji, głosem zimnym, jakby chodziło o informacje statystyczne.

Pamiętam, że słuchając tej kobiety wodziłem roztargnionym wzrokiem po sali. W większości była tu młodzież, jedni siedzieli, drudzy stali w przejściach. Nagle znalazłem się w innym miejscu. Prezydium, indagujący prawnicy, kobieta, która opowiadała o swoich straszliwych przeżyciach, więc my wszyscy znaleźliśmy się w teatrze na scenie. Każdy z nas miał powierzoną rolę w spektaklu zatytułowanym „Z przewiązanymi oczami".

Z uprzywilejowanego miejsca za stołem prezydialnym, w swej podwójnej roli aktora i widza, przypatrywałem się młodzieżowej widowni, która z wyjątkową uwagą słuchała autorki-świadka.

Niespodziewanie wstało dwóch młodych na parterze i otworzyło do nas ogień z broni maszynowej.

Czy nie mogło tak być? Na ulicy Atocha w Madrycie zmasakrowano niedawno pięciu prawników zajmujących się ochroną warunków pracy, od tego czasu zorganizowane grupy usiłują wytworzyć w mieście klimat terroru.

Mając do wyboru albo bezczynność, albo robienie wszystkiego, co w mojej mocy, żeby zmienić nieodpowiadający mi stan rzeczy, albo wyrażanie swoich sympatii i antypatii - wybierałem zawsze postawę dynamiczną. Dlatego oburzali się na mnie i na innych podobnych ludzi ci, którzy w czasach frankizmu zalecali postawę bierną i bezczynną; dziś oburzają się ci, którzy chcą zniszczyć cudze dzieło, choć sami nie mają nic do wniesienia.

Zastanawiałem się często, zastanawiam się nadal, do jakiego momentu można pozostać na uboczu roztaczającego się wokół nas barbarzyństwa. Kiedy usiłuję wyrazić swoje oburzenie, boję się popaść w uproszczenia, boję się, że w oczach innych będę tym, który kluczy od politycznego pamfletu do prostodusznego stwierdzenia, że świat dzieli się na ludzi dobrych i złych.

José Marti puścił w obieg myśl straszną i przygnębiającą: „Kto milczy o zbrodni, popełnia tę zbrodnię". Przyjmując że to prawda, wszyscy razem, i co gorzej - każdy z osobna, ponosimy odpowiedzialność za zbrodnie, które są popełniane na świecie. Przyznaję, brak mi tego rodzaju chłonności, próbuję jednak zwracać uwagę na wszystko, co dzieje się wokół mnie i w miarę sił wyrażać oburzenie na zło.

Niewykluczone, że moje oburzenie przejawiło się silniej w filmie „Z przewiązanymi oczami" niż w innych, bowiem wynikło z samej natury tematu. Ale bardziej niż tortury, stosowane zresztą w większości krajów uważających się za cywilizowane, chciałem wyjawić pewien fakt; choć żyjemy w znękaniu, nie wiemy, że świat opanowała przemoc, jawna lub podstępna, która ogranicza naszą wolność.

Moje projekty na przyszłość... To prawda, nie bardzo wiem, co będę robił, nie mam żadnego pomysłu. Wyczerpał mnie ostatni film, chciałbym trochę odpocząć, doprowadzić swój umysł do dawnego stanu ładu-nieładu. Od pewnego czasu czuję ochotę zrobienia czegoś o świętym Janie od Krzyża, zebrałem sporo materiałów, nie mogę się jednak zdecydować, nie wiem, czy tym razem... Znalazłem już znakomitego odtwórcę świętego Jana. Cieszyłoby mnie również gdybym mógł zrealizować film, który byłby sumą wszystkich moich sprzeczności, a jeśliby skłaniał się ku komedii, to tym lepiej. W zasadzie ci sami wykonawcy: Geraldine, José Luis Gómez i Fernando Rey, jeśli się uda... Wiszą w powietrzu jeszcze inne sprawy... Są bardzo niejasne, zaledwie jakieś obrazy. Co będzie, to się okaże.

Carlos Saura (notował: Angel S. Marguindey)